Od naszego przyjazdu do Vancouver mija właśnie kilkanaście dni i z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć, że był to jeden z najbardziej intensywnych początków w nowym mieście, jakie wspominam.

 

Intensywnych, lecz przede wszystkim ekscytujących pod względem odkrywania wszystkiego, co dotychczas nie było nam nieznane.

 

 

# jetlag

 

Z jednej strony jet lag - ten najbardziej dający się we znaki podobno pojawia się wtedy, gdy zmieniamy strefę czasową na późniejszą. W naszym przypadku o 17:00 lokalnego czasu na Islandii wyruszaliśmy w stronę Kanady, a lądując na lotnisku w Vancouver zegray wskazywały dokładnie taką samą godzinę, mimo że od momentu wylotu z Rejkiawiku minęło ponad 7 godzin.

Z jednej strony to całkiem fajne doświadczenie - przez cały lot za oknem mieliśmy okazję obserwować pięknie zachodzące na horyzoncie słońce (szczęśliwie dopisała nam pogoda, a niebo było niemal bezchmurne). Z drugiej jednak strony od momentu lądowania, do momentu opuszczenia lotniska minęły prawie cztery godziny (o przebiegu procesu na lotnisku opowiem Wam w innym artykule) i gdy je opuszczaliśmy, była już czwarta nad ranem czasu islandzkiego, mimo że wciąż jedynie dwudziesta pierwsza w Vancouver.

 

 

Najlepszym sposobem na zminimalizowanie efektu jet laga jest przetrzymanie zmęczenia i położenie się spać zgodnie z lokalnym czasem. Usnęliśmy po ponad 1.5 intensywnej doby na nogach, jednak biorąc pod uwagę wrażenia z dnia, nie było o to trudno. Zdziwiliśmy się jedynie, gdy sami z siebie obudziliśmy się już po czterech godzinach, o czwartej nad ranem lokalnego czasu. Zresztą tak też budziliśmy się przez kilka kolejnych dni, wypoczęci i pełni energii do eksplorowania (późnymi popołudniami za to marzyliśmy już jedynie o łóżku).

Z doświadczenia jet laga wyniosłam tyle, że poranne wstawanie i ogarnięcie wszystkich najpilniejszych spraw do dziewiątej rano daje super pozytywnego kopa na resztę dnia i przyznam szczerze, że mimo totalnego zamiłowania do pracy w nocy i późnego wstawania z łóżka, zaczynam (nieśpiesznie) rozważać zmianę przyzwyczajeń.

 

# miasto i architektura

 

Oglądając miasto jeszcze z taksówki w trasie z lotniska do naszego apartamentu obserwowałam nieznany mi dotąd sposób budowania kanadyjskich miast, zupełnie różnych od tego, jaki dominuje w Europie. Nie ma tu ośrodków miejskich z tysiącletnią historią i typową dla nich architekturą, są za to miasta bardzo intensywnie rozbudowywane na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat. Pierwsza osada na terenie obecnego Vancouver powstała na początku XIX wieku. Do dzisiaj w centrum tradycyjna zabudowa z okresu wiktoriańskiego kontrastuje z szeregiem nowoczesnych, wysokich wieżowców.

 

 

To, co również mocno rzuca się w oczy to fakt, że wystarczy przejść kilka metrów w bok głównej ulicy, pełnej pieszych, samochodów, restauracji i sklepów, aby wejść do zupełnie innego, o wiele bardziej spokojnego otoczenia. Poza głównymi ulicami, Vancouver składa się z ciągnących się kilometrami spokojnych osiedli mieszkaniowych, budowanych niemalże jak od linijki, poprzecinanych alejkami wypełnionymi wysokimi drzewami i roślinnością. Na tego typu terenach, położonych w bardziej centralnych częściach miasta, spotkać można zarówno wysokie wieżowce, niskie domki w stylu wiktoriańskim, jak i kilkupiętrowe bloki. Obrzeża miasta to głównie szeregi jedno lub dwupiętrowych domów jednorodzinnych.

 

 

# ludzie

 

Jest kilka rzeczy, które przychodzą mi równolegle na myśl, gdy myślę o ludziach poznanych dotychczas w Vancouver. To, co ich charakteryzuje, to przede wszystkim otwartość, życzliwość i zwykła sympatia - wszystko to obserwujemy od pierwszego dnia w mieście. I nie mam tu na myśli popularnego w Ameryce Północnej: “how you doin’?”, rzucanego na przywitanie przy kasie, na ulicy, czy w urzędzie, do którego wiele osób ma ambiwalentny stosunek, ale wszystkie późniejsze rozmowy, pojawiające się w jego następstwie.

Dodając do tego wyjątkowo łatwy, sprawny i funkcjonalny sposób organizacji pracy urzędów i firm, byliśmy w stanie bardzo szybko przebrnąć przez wiele formalności, które z naszych doświadczeń w innych miejscach mogłyby trwać godzinami, o ile nie tygodniami.

 

 

Inna sprawa to różnorodność i wielokulturowość wpisana w charakter Kanady i Vancouver. Na ulicach miasta spotkacie osoby pochodzące z każdego miejsca na świecie, w tym największą mniejszość narodową stanowią osoby pochodzące z Chin. Wg oficjalnych statystyk, dla niemal połowy mieszkańców Vancouver językiem ojczystym nie jest angielski.

Wszystko to kształtuje obraz miejsca otwartego, barwnego i pełnego różnorodności. Doświadczycie tego zarówno testując tutejszą kuchnię, spacerując ulicami miasta (w Vancouver znajduje się największa dzielnica Chinatown w całej Kanadzie, z klasycznym, chińskim ogrodem Dr. Sun Yat-Sen Classical Chinese Garden - pierwszym tego rodzaju wybudowanym poza Chinami), czy uczestnicząc w organizowanych na co dzień wydarzeniach (nie tylko oficjalnych konferencjach, ale też nieformalnych spotkaniach). Warto również wspomnieć, że Kanada jest krajem dwujęzycznym, gdzie na równi funkcjonuje język angielski z językiem francuskim i wszystkie oficjalne materiały (broszury, ulotki czy nawet opisy na opakowaniach produktów) - pojawiają się zarówno w wersji angielskiej, jak i francuskiej.

 

# kuchnia

 

O ile najbardziej charakterystycznym smakiem kanadyjskim jest ten typowy dla syropu klonowego, o tyle dużo większą różnorodność obserwować można w smakach pojawiających się w barach i restauracjach. Spacerując ulicami Vancouver nie sposób nie dostrzec mnóstwa miejsc z kuchnią azjatycą - m.in. japońską, tajską, malezyjską, chińską czy koreańską. To zdecydowanie najsilniej widoczna kuchnia zarówno w ofercie restauracji, jak i w wyposażeniu sklepów i supermarketów. Całe półki są w nich wypełnione azjatyckimi smakami, w tym owocami, warzywami, makaronami, przyprawami, rożnymi rodzajami tofu i tempeh. Sprawia mi to tym większą radość, że to jedne z moich ulubionych smaków i od początku przyjazdu zdążyłam już zgromadzić całkiem spore wyposażenie kuchni niezbędne do przygotowania domowego Pad Thaia czy sałatki z pak choi.

 

# transport

 

W Vancouver znajduje się SkyTrain (nowoczesna kolejka naziemna łącząca różne części miasta, kierowana całkowicie automatycznie, czyli bez udziału kierowcy), jak również rozbudowana sieć autobusowa. Z drugiej strony miasto nie jest duże i zgodnie z tym, co uwielbiamy najbardziej, pokonaliśmy już mnóstwo kilometrów przemierzając każdą z jego części na pieszo. Podczas bardziej sprzyjającej pogody mieszkańcy miasta wsiadają na rower, rolki lub deskorolkę, korzystając z tutejszych ścieżek - zdarza się, że na trasie wydzielone są nawet trzy pasy: zarówno dla pieszych, jak i osobno rolek i rowerów.

 

 

# dzielnice

 

Jeżeli chodzi o same dzielnice, dotychczas przespacerowaliśmy niemal większą część z nich i to, co najłatwiej zauważyć to fakt, że każda z nich jest zupełnie inna, cechuje ją inna zabudowa, inny charakter miejsc: sklepów, pubów, knajp z jedzeniem pojawiających się na jej mapie. Niektóre z nich leżą tuż przy morzu, inne otoczone są parkami, jeszcze inne położone są u stóp najwyższych gór w British Columbia. Jest tu dzielnica biznesowa ze szklanymi drapaczami chmur, są dzielnice rezydencjalne (wśród nich również nie brakuje wieżowców mieszkalnych), w siłę rośnie dzielnica z hipsterskimi kawiarniami i kraftowym piwem. Jest historyczne centrum miasta Gastown, ale są także miejsca posiadające gorszą reputację. Szczegółowo opowiem Wam o każdej z dzielnic Vancouver w osobnym poście. 

 

ancouver, Kanada (British Kolumbia) pierwsze wrażenia po przyjeździe do miasta - crafttheway blog podróżniczy fotografia

 

# natura w mieście i poza nim

 

To, co dotychczas urzekło mnie najbardziej w mieście i co prawdopodobnie przyciąga tu osoby z całego świata, to natura. Vancouver położone jest w Kolumbii Brytyjskiej na zachodnim wybrzeżu Kanady. Miasto z jednej strony posiada dostęp do oceanu, z drugiej strony otoczone jest pasmami wysokich gór. O ile jego centralna część (Downtown) leży na nizinach, o tyle zarówno Mount Pleasant, jak i North Vancouver rozciągają się na coraz wyższych wzniesieniach. Niemal z każdego punktu w mieście roztaczają się zapierające dech w piersiach widoki na ośnieżone obecnie wierzchołki gór i pobliskie stoki narciarskie (popularny resort Cypress Bowl Ski Area położony jest jedynie 30 minut jazdy od centrum).

 

 

Żyjąc w Vancouver nie da się być obojętnym na to, co oferuje tu przyroda. Przede wszystkim powietrze - jedno z najczystszych w dużych miastach, z drugiej strony woda - znana na całym świecie ze swojej jakości. W czajniku nie ma mowy o kamieniu, w herbacie nie ma po nim żadnych śladów. Władze miasta zachęcają mieszkańców do picia wody prosto z kranu, taka również serwowana jest w knajpach i restauracjach za darmo do posiłku.

 

 

Na czystość wody i powietrza wpływa w Vancouver przede wszystkim otoczenie przyrody - wspominałam już o zjawiskowych pasmach gór przylegających do North Vancouver i parkach (Cypress Provincial Park,  Mount Seymour Provincial Park). Jednak również w samym mieście znajduje się kilka dużych kompleksów zieleni, w tym Stanley Park, jeden z najpiękniejszych parków miejskich na świecie. Niemal 10 km zajmuje trasa z jednego krańca parku na drugi, wiodąca tuż przy wodzie, z widokiem na góry, port miejski czy latarnię morską. Wewnątrz Stanley Park wypełniony jest gęstym lasem, gdzie o każdej porze roku spotkacie zwierzęta leśne - nam dotychczas udało się wypatrzyć niejedną wiewiórkę, gęsi, mewy i ptaki, podobno jednak żyje tu również rodzina kojotów. Śpiew mew ogólnie zdaje się być wpisany w dźwięki miasta, szczególnie w Downtown.

 

 

Queen Elizabeth Park to inny park miejski położony w południowej części miasta, Pacific Spirit Regional Park obejmuje lasy, klify, plaże i torfowiska położone niedaleko miasteczka uniwersyteckiego UBC w Vancouver. Po północnej stronie miasta, w North Vancouver, znajdują się m.in. Capilano River Regional Park i Lynn Headwaters Park, z których rozpoczynają się ścieżki wspinaczkowe na szczyty (m.in. Grouse Mountain czy skały, np. Quarry Rock). Vancouver to również baza wypadowa do dłuższych wypraw przez British Kolumbię w kierunku Banff, Alberty czy Victorii.

 

 

# pogoda

 

Vancouver posiada najbardziej łagodny klimat w całej Kanadzie - najniższa temperatura w styczniu cały czas pozostaje na plusie, lata natomiast potrafią być bardzo ciepłe. To zarazem wyjątkowo deszczowy obszar, gdzie większa część roku jest po prostu mokra i szara. Odkąd przyjechaliśmy do miasta, pada każdego dnia, a jedynie w ciągu dwóch dni mieliśmy okazję zobaczyć przecierające się zza chmur słońce. Wg mieszkańców aura ta ma się utrzymać minimum przez najbliższe kilka tygodni, dlatego mówiąc w skrócie bardzo szybko musieliśmy zrozumieć, że deszcz nie jest tu na przeczekanie (to jeszcze nawyki z czasu spędzonego w Hiszpanii), a parasolka i kurtka przeciwdeszczowa to stały towarzysz podczas każdego wyjścia. Tak przygotowani zwiedzamy ile tylko się da.

 

 

# zakupy

 

Jakkolwiek mało porywający może być temat zakupów spożywczych, tak nie da się ukryć że jest to jedna z podstawowych rzeczy do ogarnięcia w nowym miejscu. Tym bardziej ważna, o ile w kraju, do którego przyjeżdżacie, ich przebieg wygląda nieco inaczej od tego, co którego jesteście przyzwyczajeni. I tak porównując wyposażenie supermarketów w Kanadzie, do sklepów w Europie, zaskakująca jest przede wszystkim wielkość produktów znajdujących się na półkach. Mam na myśli zarówno opakowanie ciastek, butelkę soku, woreczek przypraw, paczkę ryżu czy pudełko z obranymi owocami. Na miejscu dosłownie niemal wszystko pakowane jest na litry, na kilogramy, czy po prostu duże (bardzo duże) opakowania. Absolutnym zwycięzcą rankingu na hyper-opakowanie była dla mnie dotychczas kanapka w lodówce jednego z supermarketów o półmetrowym rozmiarze, leżąca tuż przy plastikowym pudełku z obranymi owocami o takiej samej średnicy. Szybkie jedzenie? Duże i szybkie.

 

 

# to, co na rachunku

 

Ważną kwestią, jeżeli chodzi o zakupy w Kanadzie, są podatki, a dokładniej sposób ich naliczania. Do większości produktów stosowny podatek (lub podatki - bo zdarza się, że jest ich kilka) naliczany jest dopiero przy kasie. Widząc cenę na półce, powinniście pamiętać, że prawdopodobnie nie jest ona kwotą ostateczną (o ile nie jest to żywność). Podatki naliczane są również do napojów alkoholowych, a te sprzedawane są jedynie w specjalnie wyznaczonych do tego sklepach. W restauracjach oprócz podatków, do Waszego rachunku może być również z góry doliczony napiwek, lub ew. jego sugerowana kwota może być zaznaczona na paragonie. Dotychczas jedynie w kawiarniach nie spotkałam się z naliczeniem dodatkowej kwoty podatku do ceny zamówionego napoju.

 

 

# ekologia

 

Z tematem zakupów niedołącznie związana jest tu dbałość o ochronę środowiska i każdy mieszkaniec zdaje się znać je od podszewki. Nie jest zresztą trudno - w ogólnodostępnych materiałach informacyjnych znajdziecie całą wiedzę niezbędną do prawidłowego segregowania odpadów. Seregracji podlega niemal wszystko i na co dzień w mieszkaniach znajduje się co najmniej kilka różnego rodzaju pojemników. Podobnie na ulicach miasta, w supermarketach czy na lotnisku rozmieszczonych jest co najmniej kilka różnego rodzaju koszy na śmieci, posgegregowanych wg przeznaczenia. Bardzo duża ilość miejsc w mieście posiada segregrację typu zero waste, co oznacza, że oprócz recyklingu nie ma w nich zbiornika na mieszane odpady.

 

 

 

 

Mieliście okazję odwiedzić Vancouver lub inne z kanadyjskich miast? Dajcie znać, co najbardziej zaskoczyło Was na miejscu, lub co wspominacie najlepiej z pierwszego pobytu! Jeżeli macie jakiekolwiek pytania związana z miastem lub podróżą do Kanady ogólnie, napiszcie - z chęcią odpowiem!

 

 

PS. Intensywne tygodnie, intensywne eksplorowanie i intensywnie dający się we znaki deszcz oznaczają również intensywne fotografowanie telefonem - stąd też niektóre ze zdjęć, które widzicie powyżej, robiłam smartphonem.

 

 




Inline
Inline