Z Krzysztofem spotykamy się w jednej ze słynnych pastelarii, zlokalizowanej w centralnej części Lizbony. Podpatrując mieszkańców i turystów zza szyby, rozmawiamy o codziennym życiu w stolicy Portugalii, zwykłym, lokalnym obliczu miasta, zamieszkujących je ludziach, kulturze i przeobrażeniach, które każdego dnia są tu widoczne.

 

 

W jaki sposób rozpoczęła się Twoja przygoda z Lizboną?

 

 

W 2012 roku przyjechałem do Lizbony z powodów prywatnych. Miałem zamiar zostać tu na dwa miesiące, a te dwa miesiące trwają już niemal 6 lat. Prowadzę firmę, która zajmuje się usługami turystycznymi i organizacją przyjazdu do Portugalii. Piszę bloga poświęconego podróżom do Lizbony i Portugalii ogólnie, a na co dzień cieszę się południowym życiem.

 

Alfama, Lizbona

 

Czy Lizbona i Portugalia były w kręgu Twoich zainteresowań jako geografa i osoby związanej z turystyką jeszcze przed przyjazdem do kraju?

 

Mimo że kraje południowe od zawsze mnie kręciły, sama Portugalia pojawiła się w moim życiu przez przypadek. Lubię południową mentalność, lubię ludzi i jedzenie, jednak nie myślałem o tym kraju jako o miejscu do życia. Mam wrażenie, że Portugalia przez długi czas pozostawała niedoceniana. Przed przyjazdem pracowałem w biurze podróży. Obserwowałem, jak ludzie wybierają wakacje w Hiszpanii czy we Włoszech, a Portugalia zawsze była spychana trochę na bok. Obecnie z roku na rok kraj ten staje się coraz bardziej popularny. Sam muszę przyznać, że kilka lat temu nie wiedziałem o nim za dużo – kojarzyłem zwrot “balkon Europy”, muzykę Fado czy postać Cristiano Ronaldo, jednak to wszystko.

 

 







 

Jak zmieniał się obraz miasta w Twoich oczach podczas pobytu w kraju?

 

Zanim przyjechałem do Lizbony wszystko, co wiedziałem o tym miejscu, wynikało z tego, co pisano w Internecie lub co usłyszałem z opowieści znajomych. Mogę śmiało powiedzieć, że moje pierwsze wrażenia były trochę negatywne. Wiem, że to zabrzmi dziwnie ale oczekiwałem innego miasta. Spodziewałem się stolicy Europy Zachodniej, odnowionej, ze sprawnie działającą komunikacją miejską. Przyjechałem do Lizbony w listopadzie, przywitała mnie deszczem, zaniedbanymi i opuszczonymi blokami. Zastanawiałem się, czy ja na pewno jestem w dobrym miejscu.

 

 

Lizbona się zmieniła i zmienia się mój pogląd na jej temat. Miasto cały czas ewoluuje, podobnie jak cały kraj. Lizbona nie jest duża, lecz za to wyjątkowo zróżnicowana, przez co każdy może znaleźć w niej coś dla siebie. To właśnie składa się na moje obecne o niej wyobrażenie – posiada mnóstwo oblicz, niczym w kalejdoskopie, a przez to jest naprawdę fajnym miejscem do życia dla wielu.

 

Jako bloger, który przekonuje innych do wizyty w Lizbonie, zapewne sam ją akceptujesz i rozumiesz.

 

Tak i nie. Dostrzegam pozytywne strony miasta, nie boję się mówić o negatywnych. Jednak co najważniejsze, gdyby nie było mi tutaj dobrze, to bym tu nie mieszkał. To wg mnie nie jest najlepsze miasto do życia – w samej Portugalii jest wiele lepszych miejsc. Portugalia nie jest najlepszym krajem do osiedlenia się, ponieważ jest o wiele więcej innych, lepszych państw. Podobnie jednak jest wiele gorszych. Każdy sam musi ocenić, czego szuka w danym miejscu. A mi się tutaj po prostu dobrze żyje i cały czas widzę więcej plusów, niż minusów.

 

 

Co wg Ciebie przyciąga ludzi do miasta? Mam na myśli nie tylko turystów ale również ekspatów – osoby, które decydują się tutaj zamieszkać.

 

Lizbona jest inna od reszty stolic europejskich i cały czas nie do końca odkryta. Jeżeli ktokolwiek podróżował po Europie Zachodniej, to przyjeżdżając do Lizbony zobaczy, że życie toczy się tutaj inaczej. Lizbona nie ma zabytków tak wielkich i słynnych, jak Londyn, Rzym, czy Paryż, ale ich rodzaj i różnorodność sprawia, że budzą zainteresowanie. Nie można pominąć również samego klimatu miasta.

 

Możemy spacerować głównym deptakiem Rua Augusta, po czym skręcić w przypadkową uliczkę i znaleźć się w totalnie innym miejscu. Tam będzie suszyć się pranie, gdzie indziej starsi mieszkańcy będą niespiesznie wyprowadzać psy.

 

Lizbona ma różnorodne oblicza. Znajdziemy w niej miks kulturowy, miks smaków i tradycji. Ciężko jest to opisać słowami, należy po prostu przyjechać i poobserwować codzienny rytm dnia. A życie płynie tu powoli. To, co w tym miejscu najważniejsze, to jego mieszkańcy – to oni tworzą klimat miasta i kraju ogólnie.

 

 

Co mógłbyś powiedzieć o Portugalczykach?

 

Zadziwiają mnie każdego dnia. Bardzo ich lubię i podziwiam, szczególnie za niezwykły uśmiech i podejście do życia. Oni mają czas. Mają czas na kawę czy na lunch i pomimo wielu obowiązków, zachowują dużo luzu w życiu. Mają chęć, aby się zatrzymać i porozmawiać. Są pomocni i otwarci na nowe relacje. To duży plus szczególnie dla nowych osób w mieście – bez problemu nawiążemy kontakt z lokalnymi osobami. Osobiście miło mnie to zaskoczyło, gdy rozpoczynałem życie w Lizbonie. Powtórzę raz jeszcze, największy plus miasta to ludzie, nie słońce, plaża, jedzenie czy zabytki, a właśnie ludzie.

 

 

Znasz język portugalski?

 

Tak.

 

Czy nieznajomość języka może być przeszkodą dla przyjezdnych osób w nawiązywaniu relacji z mieszkańcami?

 

Odpowiem, że nie, nie do końca. Dużym plusem Portugalii jest właśnie to, że tutaj ludzie mówią całkiem dobrze w języku angielskim. A nawet jeżeli go nie znają, to i tak starają się komunikować. Wiele razy widziałem, że osoba znała jedynie kilka słów po angielsku, a i tak starała się coś wytłumaczyć, porozmawiać. Starsze osoby nie do końca mówią po angielsku – nie muszą i nie mają takiej potrzeby, ale chcą się porozumieć z ekspatami. Widzimy uśmiech na ich twarzach, widzimy staranie się i to jest bardzo fajne. Panuje zasada, że nie musimy mówić w tym samym języku, aby się ze sobą dogadać. Z doświadczenia wiem, że w innych krajach znajomość kilku słów po angielsku nie zawsze nam pomoże, a tutaj wystarczy powiedzieć cokolwiek, choćby kilka słów i na pewno się uda się porozumieć.

 

 

Skąd u Portugalczyków tak dobra znajomość języka angielskiego?

 

To bardzo proste do obserwacji – wystarczy włączyć telewizję i zobaczyć, że filmy są bez lektora i bez dubbingu. Po części wynika to również z historii kraju, a w szczególności jego relacji z Anglią. Zdaje się również, że Portugalczycy mają swoisty dar do nauki języków obcych. Nie wszyscy mówią płynnie ale tak, jak wspominałem, chcą rozmawiać i zwykła sympatyczność oraz uśmiech są tu cenione najbardziej.

 

W Twojej opowieści Lizbona jawi się jako miejsce, gdzie ludzie są otwarci, bez problemu porozumiewają się w języku angielskim, a to zapewne przyciąga zarówno turystów, jak i ekspatów. Czy ta życzliwość jest zauważalna również w codziennych, bliższych relacjach?

 

Portugalczycy są wyjątkowo mili i pomocni, co dostrzeżemy na pierwszy rzut oka. Niejednokrotnie usłyszymy pytanie, jak smakowało bacalhau, ponieważ kelner jest faktycznie zainteresowany naszymi odczuciami i uśmiecha się do nas, ponieważ ma takie usposobienie, a nie ze względu na napiwek. Ludzie są z natury mili i to zadziwia mnie do teraz. Pomimo rosnącego boomu turystycznego, ich podejście się nie zmieniło.

 

 

Czy tak samo wyglądają więzi na poziomie rodziny, przyjaciół i znajomych?

 

Wydaje się, że z Portugalczykami wejdziemy w pierwszy kontakt łatwiej, niż z Polakami, zarazem jednak ciężko jest przejść na kolejny etap znajomości, typu zaproszenie na kolację czy do domu. W pierwszym kontakcie są wyjątkowo otwarci, uczynni i pomocni, jednak późniejszy etap relacji wymaga zbudowania zaufania, większego poznania siebie nawzajem. Gdy jednak relacja wejdzie na wyższy poziom, to te kontakty są szczere, prawdziwe. Możemy być pewni, że zyskaliśmy przyjaciół na długi okres czasu.

 

Czy przyjeżdżając z Polski do Lizbony i Portugalii ogólnie możesz dostrzec duże różnice kulturowe? Czy są rzeczy, których nie spodziewałeś się przed przyjazdem i musisz je zaakceptować albo nie?

 

Nie ma między nami dużych różnic kulturowych. Mamy wspólne korzenie wywodzące się z tradycji Europy i przyjeżdżając z Polski niewiele rzeczy nas zaskoczy. Osobiście również nie miałem dużego szoku kulturowego. Dostrzegam jednak pewne, niewielkie różnice w tradycjach czy zwyczajach. Dla przykładu, kwestia posiłków. Portugalczycy jedzą leciutkie śniadania, które konsumowane są na zewnątrz. Około godziny 12:00 rozpoczyna się pora lunchu. To normalne, pełne danie jedzone często poza pracą w restauracji. Między 15 a 15:30 restauracje są zamykane aż do 19-19:30, kiedy to rozpoczyna się pora kolacji. W Polsce pory jedzenia wyglądają zupełnie inaczej. Z perspektywy czasu widzę, że nie umiałem na początku przestawić się na portugalski tryb jedzenia, jednak aby nie chodzić głodnym musiałem się szybko zaaklimatyzować.

 

 

Jakie są z Twojej perspektywy główne podobieństwa i różnice pomiędzy Polakami i Portugalczykami?


Moje osobiste odczucie podpowiada mi, że Polacy są narodem trochę bardziej punktualnym i pracowitym, niż Portugalczycy. Portugalczycy mają natomiast więcej luzu. Wychodzą z założenia, że jeżeli dziś czegoś nie zrobimy, to świat się nie zawali. Nie ma co gonić, świat będzie trwał, nie zrobimy tego dziś, to dokończymy jutro. Są również mniej przywiązani do kwestii materialnych i umieją się cieszyć z tego, co mają. Zazdroszczę im tego typu podejścia do życia. W Polsce ludzie są zabiegani, zapracowani, przekładają konieczność zrobienia czegoś tu i teraz, nad radość z tego, co się już osiągnęło. Nie mają kiedy cieszyć się życiem. W Portugalii ludzie mają w sobie ten luz.

 

 

Z czego słynie portugalska kuchnia?

 

Portugalia słynie ze świeżych ryb i owoców morza. Mamy także dużo mięsa, drobiu i wieprzowiny. To kuchnia prosta – podobnie jak w Polsce, część potraw wywodzi się z kuchni biedoty, jednak to właśnie świeżość gwarantuje ich unikalny smak. Ryby są często wrzucane na ruszt czy na grilla bez wielu dodatków i przypraw. Portugalczycy dobierają do swojej kuchni proste składniki, a efekt jest niesamowity. Nie od razu jednak byłem do tego przyzwyczajony i nawet teraz czasem brakuje mi magii czy vegety w sklepie.

 

 

A co z tradycją jedzenia portugalskich puszek – jak łączą się one ze świeżymi potrawami, o których wspominasz?

 

Tak, to prawda, w Portugalii istnieje duży przemysł konserw. Puszkowane jest niemal wszystko – sardynki, makrele, owoce morza. Spacerując ulicami Lizbony zobaczymy wiele sklepowych witryn z barwnymi puszkami, w środku których znajdują się doskonałe ryby lub owoce morze. Spróbujmy ich, warto doświadczyć samemu, jak genialnie może smakować filet z tuńczyka poławianego u wybrzeży Azorów lub sardynki w oliwie z piri piri. Zawsze taka kolorowa puszka może też doskonale sprawdzić się, jak oryginalna pamiątka z Portugalii.

 

 

Czy Lizbona to miasto wielokulturowe?

 

Lizbona to miejsce wielokulturowe, gdzie na co dzień żyje wiele tysięcy osób z różnych miejsc na świecie. Wszystkie te narodowości współżyją ze sobą, nie spotkałem się tutaj z podziałami. Możemy iść do restauracji brazylijskiej, na kolację afrykańską czy odwiedzić nielegalną restaurację chińską.

 

Wielokulturowość to cecha wpisana w atmosferę miasta. Mamy mozaikę kultur, smaków, dźwięków i samych ludzi.

 

 

Propozycja na wieczór to więc nie tylko fado ale o wiele więcej?

 

Oczywiście, że nie tylko Fado. Fado polecam każdemu, aby poszedł i zobaczył muzykę graną na żywo. Jednak wchodząc w dzielnicę Bairro Alto zobaczymy, że w Lizbonie odbywają się koncerty muzyki brazylijskiej, afrykańskiej, światowej – oferta kulturalna jest zróżnicowana i jest w czym wybierać.

 

Jeżeli chodzi o ofertę kulturalną miasta i jego oblicze nieznane z przewodników – gdzie powinniśmy się udać, aby odkryć ten autentyczny obraz miejsca? Gdzie się bawią Portugalczycy?

 

Nie chciałbym, aby moja wypowiedź zabrzmiała jakoby Fado było turystyczne czy nienaturalne. Ta muzyka świadczy o tożsamości miasta, jest typowa dla Lizbony, opowiada o jej historii. Najlepiej wybrać się na koncert Fado do miejsca zacisznego, z dala od tłumów, autentycznego. Zamiast o 20:00, poczekać do 22:00, zamówić kieliszek wina i wsłuchać się w jej dźwięki. Być może nas to zauroczy. Z drugiej strony, aby poznać autentyczny obraz miasta, należy po prostu obserwować życie toczące się na ulicach. Chodząc uliczkami dzielnic, wybierać te miejsca, w których słychać muzykę i roześmiane głosy Portugalczyków. Wejść do nawet niewielkich i niepozornie wyglądających barów, aby zobaczyć, jak mieszkańcy się bawią i czego słuchają. Gdy mamy okazję, włączmy radio, włączmy telewizję, zobaczmy, czego słuchają lokalne osoby i co oglądają. To nam da obraz miejsca.

 

 

W ostatnim czasie pojawia się sporo newsów medialnych związanych z rosnącą innowacyjnością Lizbony i coraz większą liczbą inicjatyw mających na celu pobudzanie przedsiębiorczości w mieście. Jak oceniasz te zmiany z perspektywy mieszkańca?

 

Zdecydowanie wiele osób przyjeżdża właśnie do Lizbony, z uwagi na pracę. Jest coraz więcej ofert na rynku i nie ma problemu ze znalezieniem zatrudnienia, jak jeszcze 2-3 lata temu. Dodatkowo, Lizbona obecnie inwestuje w startupy i szeroko rozumianą innowacyjność. Mamy LX Factory, w zeszłym roku organizowaliśmy Web Summit. Wszystko to sprawia, że miasto coraz prężniej się rozwija. Z uwagi na to, że moją branżą jest turystyka, na tym przykładzie dostrzegam, jak bardzo w ostatnich latach uwalnia się przedsiębiorczość i innowacyjność Portugalczyków. Ludzie podróżują, podpatrują inne rozwiązania i przenoszą je na swój lokalny rynek. Spotykam osoby, które mają kapitalne pomysły i z sukcesem je realizują. Ludzie zaczęli dostrzegać, że mogą coś zrobić. Polepsza się koniunktura gospodarcza i coraz więcej osób decyduje się na prowadzenie swojego własnego biznesu.

 

 

A jak Portugalczycy spędzają wolny czas?

 

Portugalczycy toczą swoje życie na zewnątrz. Jeżdżą na plażę, chodzą do restauracji i po prostu się ze sobą spotykają. Często siedzą w kawiarniach, rozmawiają, czytają. Spędzają również czas aktywnie, wybierając bieganie czy piłkę nożną.

 

 

Jeżeli większość dnia toczy się na zewnątrz, które części miasta zazwyczaj tętnią życiem, a które pozostają niedocenione?

 

Każda z dzielnic ma coś ciekawego do zaoferowania i to zależy jedynie od naszych oczekiwań, która najbardziej przypadnie nam do gustu. Baixa to ta najbardziej turystyczna część, krytykowana przez coraz większą ilość mieszkańców za to, że zmienia się w turystyczną wioskę. Jest natomiast bardzo ciekawa, jeżeli spojrzymy na nią pod kątem architektury. Warto wspomnieć o historii miasta, która miała wpływ na jego obecną architekturę. Rok 1755 pojawia się we wszystkich opracowaniach historycznych. Portugalię i Lizbonę nawiedził duży kataklizm, trzęsienie ziemi, które na zawsze odmieniło charakter miasta. Były to fale tsunami, pożary szalejące na wzgórzach Lizbony. Duża część zabudowy została całkowicie zdewastowana.

 

Spacerując uliczkami Baixa, zobaczymy że ta dzielnica jest zaprojektowana od zera, nie ma tam miejsca na chaos. Duże otwarte przestrzenie, szerokie ulice, wybudowane od nowa po trzęsieniu ziemi.

 

Alfama, dzielnica która najmniej ucierpiała w kataklizmie, teoretycznie sąsiaduje z Baixa, a jej klimat i architektura są diametralnie różne.

 

 

Alfama dopiero obecnie zaczyna być popularna. Do tego stopnia, że zobaczymy tam dziś tłumy ludzi o każdej porze dnia. Pamiętajmy jednak, że tłumy chodzą po głównych szlakach, a wystarczy zboczyć w małą, boczną uliczkę, aby dostrzec jej prawdziwe oblicze. Śmiało można powiedzieć że Mouraria – dzielnica wielokulturowa i bardzo ciekawa pod względem zabytków i architektury – jest niedoceniana. Z drugiej strony, jeżeli ktoś ma ochotę oderwać się już całkowicie od ludzi i tłumów, należałoby się wybrać do dzielnic położonych pomiędzy centrum a dzielnicą Belem, np. Santos, dzielnica typowo mieszkalna, lecz bardzo urokliwa. 

 

Dzielnicą, która w mojej opinii jest być może trochę niesłusznie doceniania, jest Park Narodów w dzielnicy Oriente. To współczesna część miasta z Oceanarium i kolejką linową, wybudowana z okazji Expo98. To dzielnica zupełnie inna od centrum, z przemyślanymi założeniami urbanistycznymi i architektonicznymi. Dzielnica ta jest bardzo chętnie wybierana przez samych Portugalczyków. W niedzielne popołudnie zobaczymy tam mnóstwo mieszkańców na spacerze, w restauracji czy kinie. 

 

 

Dzielnica Belem jest bardzo turystyczna, aczkolwiek jeszcze mocniej urokliwa. To, co ważne to fakt, że Lizbonę trzeba zwiedzać na spokojnie, nie można przez to miasto przelecieć. Szkoda naszego czasu, nie poczujemy klimatu i nie poznamy prawdziwego charakteru miejsca. Nie dostrzeżemy, jak bardzo jest zróżnicowane.

 

Obraz Lizbony w oczach turystów buduje muzyka Fado, wino Porto, żółte tramwaje, Pasteis de Belem, ryba bacalhau czy płytki ceramiczne. Czy są to rzeczywiście symbole lokalne, z którymi utożsamiają się mieszkańcy?

 

To wzory, które są w jakiś sposób lansowane jako cechy miasta. Każde miasto ma jakiś symbol i w Lizbonie na pewno są to m.in. żółte tramwaje, które każdego dnia przemierzają ulicami miasta. Dalej podróżują nimi również mieszkańcy miasta (choć tym słynnym tramwajem numer 28 ostatnimi czasy w zdecydowanej większości turyści). Kafelki na fasadach kamienic, czyli słynne Azulejos, przerabiane są na pamiątki i często możemy zobaczyć je oprawione w korek jako pamiątki z podróży. Portugalczycy kochają słodkie tarty pasteis de nata, często jedzą je na śniadanie. Uwielbiają też dorsza, czasami wieczorami słuchają Fado. Nie są to więc jedynie turystyczne symbole, a wynikają faktycznie z historii miasta, kultury i obyczajów.

 

 

Dla kogo jest Lizbona?

 

Może na początek odpowiem przewrotnie, dla kogo na pewno nie jest Lizbona. Nie każdy czuje się tutaj dobrze. Osoby nastawione na zwiedzanie wielkiej ilości zabytków mogą się poczuć rozczarowane. Nie jest to również światowa stolica mody czy zakupów i jeżeli ktoś przyjeżdża tu w tym celu, jego oczekiwania nie zostaną spełnione. Lizbona jest dla osób, które szukają czegoś innego, lubią zwiedzać powoli i cieszyć się zwiedzaniem, a nie tylko biegać po zabytkach i zaliczać kolejne punkty. Nie o to tutaj chodzi. Miasto słynie z unikalnego klimatu. Jeżeli mamy tylko kilka godzin, nie planujmy zwiedzania na cały pobyt. Skoncentrujmy się na jednej dzielnicy, usiądźmy na lunch, poobserwujmy życie mieszkańców toczące się na ulicy i zobaczmy, jak oni żyją.

 

 

Planujesz pozostać w Lizbonie?

 

Na pewno planuje zostać w Portugalii. Uważam, że ten kraj jest świetnym miejscem do życia. Przyjechałem na 2 miesiące, minęło już pięć lat i kilka miesięcy, a ja cały czas mam nadzieję, że będzie to trwało dłużej. Portugalia jest krajem fascynującym – nie jest duża ale niezwykle różnorodna. Na pewno zaskoczy mnie jeszcze wiele razy – same miasto zaskakuje mnie każdego dnia, chociaż może to brzmi banalnie. Nie mogę powiedzieć, że znam Lizbonę na 100%, ponieważ tak nie jest. Każdego dnia widzę nowy szczegół architektoniczny, jakąś kawiarnię, poznaję nową słodkość czy potrawę w restauracji. Bardzo doceniam fakt, że miasto cały czas się rozwija. Portugalia to obecnie moje miejsce na świecie.

 

Dziękuję za rozmowę!

 

***

 

Krzysztof Gierak jest polskim przewodnikiem po Lizbonie i Portugalii, gdzie mieszka i pracuje od 2012 roku. Autor bloga InfoLizbona.pl, głównego polskojęzycznego źródła informacji o Lizbonie.

 

 

 

 

 

 

 

 

***